ATARI XE
Kiedy budził się z hibernacji, zobaczył nad sobą kobiecą twarz. Wszystkie lekarki I pielęgniarki były kobietami. Przez cały czas nie widział żadnej męskiej twarzy. "Do diabła, czy na tym świecie nie ma żadnego faceta?"
Okazało się, że nie ma. Kobiety radzą sobie same, w świecie będącym kopią naszych lat siedemdziesiątych -osiemdziesiątych. Panie żyją pod ziemią (jakiś wybuch jądrowy, wiecie towarzyszko... to znaczy, towarzyszu), rządzi nimi K.C. Sekretariat z towarzyszką Lamią Reno na czele, a rozmnażają się na drodze partenogenezy (kto nie wie, co to znaczy, niech sprawdzi). Jakaś straszliwa broń wybiła wszystkich mężczyzn na Ziemi.
No, nie tak zaraz wszystkich. Na całe szczęście on został przy życiu i nie zostawi spraw tak, jak one teraz wyglądają. Najprościej byłoby wyhodować paru chłopców, którzy sami załatwili by resztę (i to z przyjemnością). Trzeba by przystąpić do akcji. Dla jasności myślenia zjadł zupkę regeneracyjną, a jabłko schował do kieszeni - na potem. Zacząć trzeba było od wyjścia z pokoju. Jedyne drzwi były sterowane elektronicznie. Próbował je wyważyć, ale prędko zrezygnował. Sięgnął ręką pod materac, gdzie miał schowaną paczkę 'Sportów". Zapalił jednego, ale po chwili stwierdził, że papieros się nie żarzy, on jest cały mokry, alarm przeciwpożarowy wyje jak opętany, a drzwi się otwierają... Co? Otwierają? No to nura szybciorem na korytarz!
Zaczął od małego rekonesansu. Okazało się. że dostęp do windy blokuje pole siłowe, jednego pomieszczenia nie da się otworzyć, a w komisariacie MO słychać funkcjonariuszkę. Szukając natchnienia poszedł na śmietnik. W pojemniku z napisem "Suchy chleb dla konia" znalazł spleśniałą kanapkę i zdechłą mysz. Olśniło go. Wziął myszkę za ogonek i wrzucił przez drzwi do komisariatu. Jego przewidywania okazały się słuszne: z wnętrza dobiegi pisk, a raczej paniczny wrzask, i trzask zamykanych drzwi. W środku, w szafce na lewo od krzesła znalazł nożyk do rozcinania papieru. Pod zagiętym rogiem kalendarza odczytał zapisane przez kogoś słowo ASIA. Już chciał wyjść, gdy zauważył w szafce jakiś wyłącznik.
- Cholera wie. - mruknął - może to usunie pole siłowe?
Usunęło. Z dumą podszedł do windy, nacisnął guzik i... nic z tego. Klnąc wszedł do kanciapy, do której drzwi były zamykane tylko na klamkę. W kieszeni fartucha roboczego znalazł klucz magnetyczny z takim samym znaczkiem jak na zamkniętych drzwiach, których wcześniej nie mógł otworzyć. Zabrał go ze sobą. Zamek odskoczył z cichym szczęknięciem i droga do pomieszczenia stała otworem. Zanim wszedł, włożył klucz do skrytki obok drzwi. Po co się przemęczać?
Znalazł się w centrum sterowania windą. Przed nim znajdowała się miniaturowa deska rozdzielcza, trzy przyciski i głośniczek. Po kilku próbach znalazł odpowiednią kombinację: najpierw należało wcisnąć wszystkie trzy, potem klawisz oznaczony cyfrą 2. Wtedy z głośnika rozległ się glos: "PODAJ HASŁO'. Palnął ASIA i ku swemu wielkiemu zdumieniu stwierdził, że automat odpowiedział "WINDA WOLNA". Pojechał na drugi poziom. Gdy wysiadł, zorientował się. że jest naprzeciwko jakiegoś gabinetu. Na drzwiach wisiała kartka: "WYSZŁAM NA BASEN. LAMIA". Domyślił się, że chodzi o tę szychę Lamię Reno. Wkroczył do środka i ujrzał ładne, stylowe biurko, a na nim drugie śniadanie, które skwapliwie i bez wyrzutów sumienia zjadł, oraz legitymację z sierpem i młotem na okładce. Ponadto w pokoju znajdowała się maszyna do stemplowania.
Pojechał windą na poziom czwarty. Zastukał w okienko, za którym spala sobie smacznie niewiasta płci żeńskiej, ubrana w kufajkę. Okienko otworzyło się i wysunęła się z niego brudna łapa. Właścicielka tejże łapy mruknęła coś w Stylu "Legitymacjem proszem" (potomkini Prezydenta, czy jak?). Wcisnął w brudną kończynę odpowiedni dokument i drzwi, naprzeciw których stal, otworzyły się skrzypiąc niemiłosiernie.
Zadowolony z siebie wszedł dalej i spojrzał w iluminator. W basenie pływała sobie na golasa młoda, krótko obcięta blondynka o wydatnych okrągłościach, jednym słowem laseczka, że paluszki lizać! Cóż, żeby moc z nią po baraszkować w wodzie, trzeba by umieć pływać. Żeby go nie kusiło otworzył drzwi naprzeciw iluminatora i wszedł do pokoju ratowniczki. Na stoliku stal wazonik, pod nim książka, a obok leżał ogryzek jabłka, który skwapliwie zjadł. Zajrzał do książki i znalezionym w niej kluczykiem otworzył drzwiczki szafki. W szafce leżał... KAPOK! Zostawił legitymację partyjną, założył kapok i w podskokach pobiegł do basenu: wskoczył do wody i podpłynął do dziewczyny, która nie zauważyła chyba jego obecności. Nie zauważyła nawet jak zdejmował jej z rączki bransoletkę magnetyczną (Kukła jaka? A może tak ją zamurowało? Biedna kobieta, nie widziała nigdy mężczyzny...)
Zniechęcony jej nieruchawością wyszedł z basenu i skierował się w stronę przebieralni. Tam otworzył szafkę i za pomocą magnetycznej bransoletki otworzył teczkę, z której wyjął niepodstempłowaną przepustkę na powierzchnię. Udał się z powrotem do gabinetu Lamii, gdzie uruchomił machinę do stemplowania. Wyjął podstemplowaną już przepustkę i pojechał na poziom pierwszy Zobaczył tam okienko podobne do tego na basenie, z tym, że strażniczka była o niebo apetycznie za Zawołał, aby otworzyła swoje królestwo, po czym wręczył jej dokument, na co ta odpowiedziała odblokowaniem drzwi. Nacisnął guzik otwierający wrota i wkroczył do pokoju ślicznotki. Tak zachwycił się jej urodą, że niewiele się namyślając pocałował ją. ŁUP!... Nie, me dostał po pysku - strażniczka zemdlała (też biedna kobieta, nie doświadczyła jeszcze mężczyzny). Z ręki wypadła jej karteczka, z literami kodu potrzebnego do odblokowania drzwi umożliwiających wyjście na powierzchnię, a w sejfie znalazł klucz do tegoż hasła. Nacisnął guzik i wpisał PARTENOGENEZA. Drzwi otworzyły się ze zgrzytaniem.
Wszedł do pomieszczenia z noktowizorem, pokazującym ponure widoczki z powierzchni, mimo to postanowił wyjść. Wyszedł na górę i zobaczył... ciemność. Długo szukał jakiegoś punktu oparcia, ponieważ nic nie było widać, ani nie mógł wrócić, ale w końcu wymacał ręką jakieś płótno. Rozciął je nożykiem zabranym z komisariatu i poszedł w stronę wilii widniejącej w oddali. Otworzył furtkę, przekręcił klucz w zamku i dacza stała przed nim otworem.
Zadowolony wszedł do środka i od razu uwagę jego przykuły sporych rozmiarów tarcze - pokrywy wiszące na ścianach. Zdjął je obydwie i stwierdził, że za pierwszą znajduje się licznik prądu i wyłącznik ustawiony w pozycji "OFF". Włączył go i postanowił odsłonić kotary. Skończyło się to spaleniem bezpiecznika, na szczęście w toalecie udało mu się znaleźć kawałek drutu który posłużył do wykonania prowizorycznej naprawy (to jakaś wyjątkowo niepedagogiczna gra - Naczelny).
W gabinecie stał regał z książkami. Po dokładniejszym zbadaniu okazało się, że niektóre z nich to atrapy, za którymi znajdował się jakiś przycisk. Po jego naciśnięciu regal odsunął się, jak zwykle ze zgrzytnięciem. Stał przed ukrytą windą, która dowiozła go do drzwi z tabliczką "CENTRUM GENETYCZNE IM. WANDY WASILEWSKIEJ. " Poszedł do ostatniego pomieszczenia, gdzie mieściło się właściwe Centrum Genetyczne. Po dłuższych poszukiwaniach otworzył wieko, a laboratoryjny komputer zapytał go o rodzaj chromosomu, który chce wprowadzić do zygoty. W tym momencie błogosławił swoją nauczycielkę, która wpoiła mu podstawy genetyki. Zgodnie ze swoją wiedzą wpisał "Y" Misja została wykonana.
A teraz parę rad dla graczy:
1. Żeby zbadać większość przedmiotów i postaci najedź na nie strzałką i naciśnij Fire. Pokaże się menu, z którego będziesz mógł wybrać dostępne opcje. W ten sam sposób wykonujesz wszelkie działania.
2. Staraj się zawsze nosić przy sobie coś do jedzenia, żeby nie zemdleć z głodu.
3. Na dole rysunku jest napis "IDŹ". Po wybraniu go pokazują się kierunki wszystkich możliwych wyjść.
4. Jeżeli chcesz np. wziąć coś ze stołu, najedź strzałką na blat. naciśnij Fire, wybierz opcję "ZBLIŻENIE".
5. W ciemnym pomieszczeniu, pojedź strzałką w prawy, górny róg ekranu. Strzałka w grze porusza się skokowo. Odlicz 7 skoków w lewo i 4 w dół, naciśnij Fire i możesz rozcinać płótno.
Kaczor
dla TS 04/92
***