Główna |Spis | Losowy|
Twoja wyszukiwarka

***

ARTEFAKT PRZODKÓW

ASF '92

ATARI XL/XE

 

Pułkownik Max Gra­ham, jeden z naj­lepszych agentów Imperatora Ziemi był osobą wręcz rozrywaną przez służby specjalne. Ledwie wrócił z tajnej misji na Plu­tona i przywitał się z żoną, zadzwonił wideofon. Dzwo­niono z Pałacu że Imperator czeka na niego osobi­ście, za godzinę w prywatnych kwaterach. Wideo było oczywiście tajne, więc Max, dla dobra Ojczyzny mu­siał unieszkodliwić swą połowicę, aby ta nie zdradziła jego poczynań paskudnym Obcym. Radośnie i w podskokach podążył na spotkanie z Imperatorem, przyjacielem dzieci i młodzieży, opiekunem starców etc. etc. Sam wielki Ian van Victor I (co za wspaniałe nazwisko!) zlecił mu (dokładniej - wyznaczył go na ochotnika) tajną misję na Księży­cu. "Musi pan tam polecieć" - argu­mentował Naczelny (?) Wódz Zie­mi "Wysłałem już tam oddział spa­ce marines (to mi przypomina jakiś film), ale nikt z nich nie wrócił" (to jak do cholery ma wrócić nasz biedny, samotny Max?)

Tak przedstawia się mniej więcej wprowadzenie do gry "Artefakt Przodków" firmy ASF z Gdańska. Nie czas, ani miejsce oceniać sens wstępnego opowiadanka, ani komiksu, który jest zawarty w pudełku z oryginałem, wspomnę tylko, że Mr Undefined czytając je tak się zagapił, że omal nie wpadł pod samochód.

Po odpakowaniu pudelka z folii, naszym oczom ukazuje się instruk­cja, opowiadanko, komiks, granato­wa tablica kodowa, wreszcie dys­kietka (albo kaseta) z grą.

Sama gra na początku prezentu­je się ładnie: elegancki rysunek podczas wczytywania, grafika w trybie najwyższej rozdzielczości, wprawdzie czarno-biała, za to znakomita, animacja też na wyso­kim poziomie.

Co widzimy na ekranie? Przewa­żającą jego część stanowi pole gry. Na dole widzimy wykaz przedmiotów, które posiadamy, liczbę pozostałych żyć i stopień zaawansowania w grze wyrażony w procentach. Sterujemy pułkow­nikiem Maxem ubranym w gu­stowne wdzianko kosmiczne. Joy w lewo, prawo lub górę kieruje Mr Grahama w odpowiednim kierun­ku (w górę porusza się za pomo­cą odrzutowego plecaka), w dół -nasz bohater schyla się, aby pod­nieść leżący u jego stóp przedmiot, zaś przycisk pozwala nam zajrzeć do kieszeni, mie­szczącej trzy przedmioty. Ponow­ne wciśnięcie Fire powoduje uży­cie wybranego przedmiotu, a joy w górę wyrzucenie go.

Na początku Max jest pełen energii życiowej, a jego podręcz­ne systemy podtrzymywania życia pozwalają mu na trzykrotną reani­mację (więcej nie wytrzymuje ser­ce, a może wątroba?). W miarę rozgrywki sił życiowych oczywi­ście ubywa.

Celem gry jest odnalezienie super hiper etc. kosmolotu, którego przed wiekami zapomniał zabrać jakiś ga­powaty Ziemianin. Ta sama lebiega porozrzucała (ciekawe po co?) po terenie całej bazy jakieś przedmioty typu piła. joystick, śrubokręt, które na pierwszy rzut oka wydają się być do niczego nieprzydatne. Jednak po krótkim namyśle przedmioty okazują się niezbędne i sami się dziwimy jak to się stało, że mieliśmy problem z wysadzeniem jednej ze ścianek. Przecież samo się narzu­ca, że do wysadzania ścian najlep­sze są zwłoki kosmicznego zwie­rzaka (chyba karmionego nitroglice­ryną?).

Poruszając się po bazie staraj się unikać latających wszędzie much, pojazdów kosmicznych, kwadraci­ków, kółeczek i innych śmieci, któ­rych hobby to maksymalne uprzy­krzanie życia, a z którymi zetknię­cie nie należy do przyjemnych zabierają bowiem cenną energię życiową. Także laserowe bariery, które co jakiś czas włączają się i wyłączają (chyba jakiś defekt sy­stemu obronnego) powodują osła­bienie Maxa.

Od czasu do czasu system kom­puterowy, czuwający nad bezpie­czeństwem bazy zatrzymuje nas pytając o jeden z dwustu pięć­dziesięciu sześciu kodów zabez­pieczających. Wtedy należy się­gnąć po znajdującą się w pudełku z grą granatową karteczkę i wysi­lając maksymalnie wzrok odczy­tać, a potem za pomocą joystick'a wpisać kod do podejrzliwego komputera. Jeżeli za trzecim ra­zem z rzędu wpiszemy źle, to już do wyłączenia komputera może my podziwiać wyłącznie czołówkę.

Kiedy zakończysz szczęśliwie grę, a nie jest to łatwe, możesz obejrzeć sobie krótki film animo­wany. W tym celu naciskasz RE­SET i klawisze konsoli tak, jak przy uruchamianiu gry. Zazna­czam, że aby obejrzeć film, trzeba grę ukończyć.

Czy gra "Artefakt Przodków" ma szansę stać się przebojem 1992 roku? Moim zdaniem jest trochę przereklamowana. Programista i grafik odwalili kawał dobrej robo­ty, z tym, że to nie wszystko. Trzeba także zadbać o to, aby fa­buła była wciągająca i oryginalna, a tego ostatniego właśnie zabra­kło: podobnych gier są setki. Jeśli ktoś lubi labiryntówki, Artefakt mo­że mu się spodobać. I jeszcze jedno: na pudełku jest napisane, że gra toczy się na trzech pla­nach: ja doliczyłem się maksymal­nie dwóch.

Kaczor

 

dla TS 06/92

***
 poprzedni << |  >> następny

RetroReaders - skany TOP SECRET i SECRET SERVICE
Download - gry z Amigi