ELITE 1992
AMIGA, PC
Caveman Ninja należy do najbardziej klasycznej klasyki gier zręcznościowych. Podstawową cechą gier zręcznościowych jest zręczność w oskubywaniu małolatów z pieniędzy. Mowa oczywiście o tzw. coin-ups czyli automatach ustawianych np. w przejściach podziemnych na całym świecie, nie tylko w Warszawie pod Dworcem Centralnym. Angielska nazwa tychże automatów może być przetłumaczona jako „mo-netka, łups! - nie ma monetki".
Wspomniane automaty mają zwykle zredukowaną do minimum automatykę, tzn. sterczy z nich joystick i połyskują ze dwa przyciski („fajery", nie mylić z fajerkami z pieca). Gry nie są również wyszukane, w końcu służą po to, by w nie grać ciągle, w kółko i bez końca.
Caveman Ninja jest jak najbardziej zdrowym przedstawicielem swego gatunku. Na początku wita nas słuszną, reprodukcyjną sceną, w której kilku jaskiniowców skrada się w kierunku niedużego szałasu, potem trzask! bęc! i każdy wywleka za włosy swoją wybrankę. Na końcu, sapiąc i stękając, podąża maruder wlekąc za włosy sto kilo żywej wagi babska. Co to wszystko ma oznaczać? Intel jeden raczy wiedzieć, w końcu każdy, nawet najbardziej błahy rozkaz wychodzi spod jego ręki;-).
Zasiadamy do właściwej gry. W pięknej, dżunglopodobnej scenerii spacerujemy (oczywiście w prawą stronę) uzbrojeni w maczugę i częstujemy ciosami zamierzających się jaskiniowców. Bez obrazy, ale nasza facjata nie wygląda wcale lepiej... Trafieni kolesie pozostawiają na murawie różnoraki dobytek, głównie produkty spożywcze, które pomagają nam regenerować siły. Możemy też zmienić uzbrojenie np. na siekierkę, albo też pogardliwie ziać ogniem.
Należy wystrzegać się kilku nieprzyjemnych zagrań ze stron jaskiniowców. Jeden schowany jest w krzaku i zza liści śle swoje kamienne kwestie. Inny nadlatuje jaskiniowym helikopterem, a jeszcze inny targa kawał głazu. W górze latają pterodaktyle, a na ziemi... chrapie wielki dinozaur! Na końcu levelu napotykamy przypalowaną księżniczkę, którą oczywiście wypada uwolnić. Musimy zmierzyć się z samym dinozaurem, częstując go trzy razy z całej siły.
Czy trzeba dalej relacjonować? W towarzystwie perfekcyjnej grafiki wędrujemy dalej, w poprzek wodospadu I jeszcze dalej, w dżunglę. A więc, milej wyprawy, ale koniecznie przyślijcie widokówkę!
Martinez
dla SS 01/93
***