Główna |Spis | Losowy|
Twoja wyszukiwarka

***

COMANCHE

 

Słonce za cienkiej warstwy chmur oświetlało buro-rude wzgórza Afga­nistanu. Comanche wi­siał tuż nad ziemią mieląc po­wietrze wolnymi obrotami śmi­gła. Z przodu nadlatywało kilka Hokumów, schowanych na ra­zie za grzbietem pagórka. Kie­dy znalazły się odpowiednio bli­sko pilot Comanche'a gwałtow­nie zwiększył moc silnika i wy­prysnął nad grzbiet. W ciągu kilkunastu sekund namierzył wszystkich przeciwników i od­palił w ich kierunku rakiety Stinger, po czym na wszelki wy­padek poprawił serią z działka wymierzoną w najbliższą ma­szynę. Niepotrzebnie. Hokum z uszkodzonym wirnikiem scho­dził w dół, to znikając, to poja­wiając się zza zasłaniającej go skarpy, by w końcu sczeznąć w obłoku ognia na dnie kotliny. W słuchawkach pilota rozległ się miły kobiecy głos, obwieszcza­jący "target destroyed". Po chwili ten sam głos ostrzegł przed nadlatującą rakietą, któ­ra trafiła, nim pilot zdążył wy­rzucił flary. "Canon damaged" obwieścił głos, z tą samą bez­namiętną intonacją.

* * *

Taki opis może teoretycznie dotyczyć każdego symulatora śmigłowca bojowego. W każ­dym innym przypadku będzie to jednak tylko fikcja, podczas gdy COMANCHE Maximum Overkill naprawdę oferuje wszystkie opisane powyżej efekty.

Przez długie lata w dziedzinie symulatorów królowały progra­my oparte o grafikę wektoro­wą. Mimo jednak olbrzymiego postępu jaki dokonał się w tej dziedzinie, nawet w najnow­szych programach widać, że i teren nad którym się leci i obiekty (samoloty, kosmoloty, czołgi itd.) składają się z mniej­szej lub większej liczby pła­skich wielokątów. O ile w przy­padku obiektu sztucznego (ja­kim niewątpliwie jest każdy po­jazd bojowy) takie uproszcze­nie można wytrzymać, o tyle kanciaste góry robią jak najgor­sze wrażenie. Próbowano sobie z tym poradzić mieszając grafi­kę wektorową z umieszczoną w tle grafiką rastrową - tak na przykład jest w Winter Games, opisywanych w tym numerze. Daje to lepsze efekty niż grafi­ka czysto wektorowa, ale do wiernego naśladowania rzeczy­wistości jeszcze daleko, oj bar­dzo daleko.

W takiej właśnie sytuacji po­jawił się COMANCHE. Obraz ge­nerowany jest w nim weług zu­pełnie nowych zasad, ponoć opiera się w jakiejś mierze na wnioskach wypływających z badań nad fraktalami. Jakby nie było, efekt jest rewelacyj­ny. Cały czas leci się w górach, między górami, w dolinach, którymi płyną rzeki lub których dno jest suche i całkowicie płaskie. Widok zmienia się w płynny sposób, tak że przy nie­co większym monitorze uzy­skuje się wprost niewiarygod­ne złudzenie lotu • obraz jest na tyle bliski realnemu, że po­zwala na to.

Do tego trzeba dodać znakomi­tą ścieżkę dźwiękową. O ile sa­ma muzyka jest tylko przyzwoita i nie robi jakiegoś wstrząsające­go wrażenia, o tyle samplingi mowy są znakomite. Przez gło­śniczki płyną komunikaty nada­wane przez pokładową gadarynkę, ostrzegającą o nadlatują­cych rakietach, efektach na­szych strzałów i uszkodzeniach śmigłowca, przez naszego skrzydłowego, marudzącego coś gdy musi polatać i postrzelać, tudzież przez współpracujących z nami artylerzystów, potwier­dzających otrzymanie namiarów na cel do ostrzelania. A gdy uda się wykonać wszystkie cele mi­sji (co zwykle oznacza wystrze­lanie wszystkiego co się rusza), przez głośniczki płynie triumfal­ny tekst "Zrobiliśmy to! Lećmy do domu!"

Oczywiście nie ma róży bez kolców, nie może więc być też i tak, by tej klasy gra nie miała swoich wad. Pierwszą, najważ­niejszą wadą COMANCHE'a (i dla wielu niestety wystarczają­cą) są jego wymagania sprzęto­we. Absolutne minimum to 386 z 4 MB RAM-u (o VGA nie wspo­minam). Na wszystkich komputerach, których działał u nas w redakcji ten program, musie­liśmy przygotować specjalne wersje plików config.sys i autoexec,bat. Inaczej nie dawało się COMANCHE'a uruchomić, co najwyżej można było uzy­skać komunikat, że jest za ma­ło pamięci, lub że procesor nie daje się przełączyć w tryb 32-bitowy. COMANCHE wyciska z procesora wszystko, co tylko się da - taki jest koszt tak wy­sokiej jakości obrazu.

Pozostałe wady są znacznie mniej istotne, jednak warto je zasygnalizować. Po drugie więc, obszar nad którym się lata jest stosunkowo niewielki.

Wprawdzie do dyspozycji mamy cztery różne obszary (różniące się kolorami i układem pagór­ków), jednak w trakcie misji można "zawinąć" mapę w ciągu kilkudziesięciu sekund. Po trzecie, podczas przełączania typów uzbrojenia czasem coś się odpala w niekontrolowany sposób, co bywa wkurzające, zwłaszcza gdy zostało mało amuni­cji a do końca misji jeszcze ho, ho. Po czwarte, skrzydłowy jest głupi jak but. Nie dość, że nie zestrzeli sam nic, nawet włażą­cego nam na ogon Hokuma, to jeszcze wysłany w stronę wskazanego celu leci do niego po prostej - jeżeli nieszczęśli­wie staniesz mu na drodze, właduje się na ciebie jakby to był cel jego życia. Po piąte, nie­które misje są zupełnie idio­tyczne, nie ze względu na to, co trzeba zrobić, ale ze wzglę­du na towarzyszący temu ko­mentarz. KGB odbijające w mi­stycznych celach świątynię Ma­jów kojarzy mi się wyłącznie z SS i Indiana Jones'em. Po szóste wreszcie, dla niektórych najważniejsze, COMANCHE w żadnym wypadku nie jest symulatorem. Jest to bardzo dobra strzelanka, oparta o latanie śmigłowcem, jednak nie mają­ca wiele wspólnego z rzeczywi­stością.

Do dyspozycji gracza jest dwadzieścia misji, zgrupowa­nych po dziesięć w dwie kam­panie - treningową i tytułową operację Maximum Overkill. Po zakończeniu pierwszej kampa­nii dostaje się czerwony order, po zakończeniu drugiej (tru­dniejszej) - fioletowy. We wszy­stkich misjach mamy do dyspo­zycji w różnych ilościach rakie­ty Hellfire (w tym również te niesione przez skrzydłowego) i Stinger, sześćdziesiąt rakiet niekierowanych i działko. Oprócz tego czasem możemy przekazać artylerii namiary na kilka celów - po kilkudziesięciu sekundach rozlega się gwizd i wszystko podskakuje, co zwy­kle oznacza, że właśnie kilka czołgów albo wyrzutni rakieto­wych poszło na złom. Sam śmi­głowiec jest banalny w prowa­dzeniu - żeby się na coś władować trzeba się wyraźnie starać, nawet zmniejszenie mocy silni­ka do zera nie daje żadnych efektów, i to niezależnie od wy­sokości, na której się tę opera­cję przeprowadza. Można tylko mniej lub bardziej gwałtownie osiąść na ziemi, nie ponosząc przy tym żadnych dodatkowych strat. Maksymalna wysokość, na jaką można się wznieść jest zresztą niewielka - została do­brana tak, by dawało się przele­cieć nad najwyższymi pagórka­mi. Klawiszologia jest banalna i można ją opanować w ciągu kilku minut, zwłaszcza że stero­wanie śmigłowcem zostało uproszczone do granic możli­wości - można jedynie zmieniać moc silnika i sterować ruchami maszyny korzystając z kurso­rów.

Gra jest godna szczerego po­lecenia. Nawet, jeśli ktoś nie lubi niczym latać, warto żeby popatrzył choć przez chwilę. Po prostu warto.

Robaquez

COMANCHE

NOVA LOGIC '92

PC

dla TS 01/93

***
 poprzedni << |  >> następny

RetroReaders - skany TOP SECRET i SECRET SERVICE
Download - gry z Amigi