Główna |Spis | Losowy|
Twoja wyszukiwarka

***

CREATURES 2

(Clyde Radcliffe Exterminates All The Unfriendly Repulsive Earth-riden Slime)

Clyde'owi Radcliff'owi udało się ocalić swoją rodzinę i przyjaciół z okrut­nych łap ziemskich demonów. Radość była ogromna. Balanga, że aż huczało.

Clyde jak zwykle przeholował z jedze­niem oraz napojami wyskokowymi i musiał udać się w pobliskie krzaczki w celu opróżnienia nadmiernie obciążonego układu pokarmowego. Kiedy wrócił do domu z przerażeniem stwierdził, że po wesołym towarzystwie nie ma śla­du. Spowodowało to natychmiastowy po­wrót świadomości. Clyde nie wiedział co się stało. Zrozpaczony udał się na poszu­kiwania. Po dwóch dniach opuściła go już nadzieja, gdy nagle...

Trafił na dziwną polankę na której stał mały domek. W domku tym mieszkała pewna dobra wróżka, która opowiedziała Clyde'owi co się wydarzyło. Otóż, kiedy demony zobaczyły że małe puchate stworki zniknęły bardzo się zdenerwowały i postanowiły przedsięwziąć zemstę. Re­szty łatwo było się już domyśleć. Wróżka obiecała, że podczas wędrówki będzie pomagała naszemu bohaterowi. Pomoc ta miała polegać na tym, że na każdym etapie drogi, jaką będzie musiał przebyć znajdzie buteleczkę magicznego płynu, który podniesie jego walory bojowe.

Po uzyskaniu informacji Clyde pożegnał się z wróżką, podziękował za pomoc i czym prędzej udał się ratować swoich bli­skich z okrzykiem - Komu w drogę, temu trampki na nogę!

W tym miejscu zaczyna się nasza rola, musimy pomóc Clyde'owi rozwiązać wiele skomplikowanych zagadek po drodze do sukcesu, czyli wyrwania przyjaciół z okrutnych łap okropnych demonów. Jeżeli masz odrobinę ambicji to spróbuj przejść grę samemu, lecz gdybyś był leniwy, lub przypadkiem miał jakieś problemy (jestem pewien że będziesz miał niejeden)...

Na początku trafiłem do krainy w której znajdowała się ogromna prasa hydrau­liczna. Pod nią przejeżdżał taśmociąg, na którego drugim końcu ujrzałem pierwsze­go z moich przyjaciół. Nie chciatem nawet myśleć o tym co się z nim stanie, więc natychmiast rzuciłem się na ratunek. Wskoczyłem na górę i przeskakując po deskach przeskoczyłem na drugą stronę jeziorka, zabijając w międzyczasie jedne­go z obrzydliwych demonów. Okazało się że za nim stał jeden z magicznych eliksi­rów, które obiecała mi wróżka. Wypiłem go więc, co dodało mi trochę mocy i pod­niosło możliwości strzeleckie. Następnie zepchnąłem bombę i wróciłem w miejsce z którego zaczynałem. Zeskoczyłem na dół i po chwili strzelania zabiłem obrzydli­we monstrum stojące na mojej drodze. Podbiegłem do bomby, która wybuchła po zapaleniu lontu, czyniąc w gruncie mały wyłom, pozwalający mi na zeskoczenie na dół. Strzelając w przełącznik udało mi się spowodować, że rower, którego dyna­mo napędzało taśmociąg, odjechał. Tylko zwinny skok dzielił mnie teraz od uwolnie­nia pierwszego z przyjaciół.

Podążając dalej śladami okrutnych po­rywaczy trafiłem do zabawnego lasu, któ­ry wbrew pozorom wcale nie był taki za­bawny. Problem polegał na tym że jeden z okrutnych stworów, wyrzucał mych nie­szczęsnych współplemieńców z wysokie­go drzewa. Chcąc uchronić ich przed skądinąd niemiłym zetknięciem z glebą razem z uwolnionym przed chwilą przyja­cielem chwyciliśmy za przenośną trampo­linę i odbijając spadających, przerzucali­śmy ich na drugie drzewo, gdzie byli już bezpieczni. Uwierzcie mi, że musieliśmy się przy tym zdrowo nabiegać. Kiedy wszyscy obecni znaleźli się już w bez­piecznym miejscu pożegnałem się z nimi i ruszyłem w dalszą drogę.

Następny był śnieżny problem. Z po­czątku nie wiedziałem co robić, lecz na szczęście szybko zorientowałem się w sytuacji. Przesunąłem kamień na brzeg rozpadliny. Zeskoczyłem po prawej stro­nie, oczywiście odpowiednio wymierzając i znalazłem się na grzbiecie ptaszka. Od­powiednia porcja kuksańców (joystick prawo-lewo, jak w grze DECATHLON) zmusiła go do wzbicia się do góry. To po­zwoliło mi przepchnąć kamień dalej przez rozpadlinę aż do maszyny do produkcji śniegu. Kamień przeleciał przez nią i ude­rzył koszmarka w głowę. Kolejna postać była już wolna i mogła pomóc mi w rato­waniu naszych zrzucanych przyjaciół.

Podążając dalej stoczyłem walkę z ro­dziną Blubber'ów, obrzydliwych latają­cych stworów. I wierzcie mi nie było to wcale łatwe.

Kolejnym zadaniem było przeprowadze­nie moich trzech przyjaciół z wyspy na stały ląd. Mimo iż wiele ohydnych pta­szysk oraz paskudnych zwierząt mor­skich, będących we współpracy z demo­nami, zrobiło wiele aby w tym przeszko­dzić udało mi się dokonać tego trudnego zadania.

Idąc dalej trafiłem do dziwnego miejsca, w którym odnalazłem kolejną grupę mo­ich rodaków. Zagrażał im pewien głupi palant, spychający ich po kolei do zbiorni­ka z kwasem. Od razu zauważyłem że mojemu poruszaniu w prawo i w lewo to­warzyszy ruch małej łódeczki, która może służyć do ratowania ziomków. Cały czas uważając aby nikt nie zatonął w kwasie, zrzuciłem do wody żabę. Potem zesko­czyłem na dół co spowodowało że żaba popłynęła w dół i wzięła ogromny ka­mień na plecy. Następnie zabiłem obrzy­dliwca łażącego w prawo i lewo i wypiłem zawartość flakonu który był sobie przy­właszczył. Skacząc w górę i w dół spowo­dowałem że sufit zawalił się, a żaba wy­rzuciła kamień. Mogłem teraz spowodo­wać bliskie spotkanie trzeciego stopnia głazu z głową demona. Efektu tego incy­dentu nie jest się trudno domyśleć, kolej­na grupa puchatych stworzonek została uratowana i mogła mi pomóc w ratowaniu spadających znajomych.

Kontynuując moją misję trafiłem do ko­lejnej lodowej krainy. Tutaj przeskoczy­łem podziemną rzeczkę i nie dopuszcza­jąc potworka do armaty wskoczyłem na górę i zabiłem dwa bałwany. Najpierw ze­pchnąłem lewą kulę, a potem prawą co spowodowało wystrzelenie tej pierwszej. Kula upadając zmniejszyła nieco objętość potworka, który usiłował dobrać się do ar­maty, co niewątpliwie wpłynęło na bezpie­czeństwo kolejnej ofiary porwania - był już wolny i tradycyjnie mógł pomóc mi w mej ciężkiej pracy.

Następnie na swojej drodze spotkałem rodzinę Phoenix'ów. Okazała się ona je­szcze mniej przyjemna od tej wspomnia­nej wcześniej, ale kiedy się z nią rozpra­wiłem (dziś wszyscy z nich gryzą ziemię) mogłem udać się dalej by przenieść mych kolejnych przyjaciół z wyspy na stały ląd.

W kolejnej krainie nie miałem wiele do roboty. Wystarczyło tylko uruchomić ma­szynę do balonów i przejść górą (używa­jąc do tego celu ptaszka). Strzelając do balonów powodowałem, że przesuwały się nad półkę skalną i pękając napełniały ją wodą. Całą tą operację powtórzyłem je­szcze raz tak aby mieć pewność że zbior­nik jest pełny. Potem wgramoliłem się na górę i strzeliłem do ptaszka. Ten myśląc że zrobił to stojący obok potworek zaczął go dziobać w głowę. Uciekając obrzydli­wiec zostawił po sobie dynamit. O to mi właśnie chodziło! Zapalony dynamit zrzu­ciłem do zbiornika. Eksplozja zniszczyła jego dno, a spływająca woda zgasiła ogień. W ten sposób moja ukochana była uwolniona. Wszyscy moi współplemieńcy byli już bezpieczni w domu. Mnie pozo­stało już jedynie rozprawić się z najgor­szymi demonami - z rodziną Heinous'ów. Nie było to proste gdyż ci okrutnicy byli zaprawieni w boju i zalewali mnie gradem pocisków, jednak po długotrwałej i cięż­kiej walce udało się ich pokonać. A wte­dy...

Jeżeli chcesz dowiedzieć co stało się później, koniecznie musisz zagrać w Cre­atures II. Program ten ma wspaniale do­pracowaną z dużą dozą czarnego humo­ru grafikę. Oprawa dźwiękowa nie daje sobie nic zarzucić. Ogólnie gra jest cieka­wa i samodzielne jej przejście (bez korzy­stania z powyższego opisu) może dostar­czyć dobrej zabawy na kilka dni i nocy. Jest to jedna z takich gier, którą powinien posiadać każdy użytkownik C-64.

Bad Joy

P.S. Thalamus zapowiedział że serię Creatures wyda w niedalekiej przyszłości także w wersji na Amigę.

CREATURES II

THALAMUS '91

C64

dla TS 01/93

***
 poprzedni << |  >> następny

RetroReaders - skany TOP SECRET i SECRET SERVICE
Download - gry z Amigi