(Clyde Radcliffe Exterminates All The Unfriendly Repulsive Earth-riden Slime)
Clyde'owi Radcliff'owi udało się ocalić swoją rodzinę i przyjaciół z okrutnych łap ziemskich demonów. Radość była ogromna. Balanga, że aż huczało.
Clyde jak zwykle przeholował z jedzeniem oraz napojami wyskokowymi i musiał udać się w pobliskie krzaczki w celu opróżnienia nadmiernie obciążonego układu pokarmowego. Kiedy wrócił do domu z przerażeniem stwierdził, że po wesołym towarzystwie nie ma śladu. Spowodowało to natychmiastowy powrót świadomości. Clyde nie wiedział co się stało. Zrozpaczony udał się na poszukiwania. Po dwóch dniach opuściła go już nadzieja, gdy nagle...
Trafił na dziwną polankę na której stał mały domek. W domku tym mieszkała pewna dobra wróżka, która opowiedziała Clyde'owi co się wydarzyło. Otóż, kiedy demony zobaczyły że małe puchate stworki zniknęły bardzo się zdenerwowały i postanowiły przedsięwziąć zemstę. Reszty łatwo było się już domyśleć. Wróżka obiecała, że podczas wędrówki będzie pomagała naszemu bohaterowi. Pomoc ta miała polegać na tym, że na każdym etapie drogi, jaką będzie musiał przebyć znajdzie buteleczkę magicznego płynu, który podniesie jego walory bojowe.
Po uzyskaniu informacji Clyde pożegnał się z wróżką, podziękował za pomoc i czym prędzej udał się ratować swoich bliskich z okrzykiem - Komu w drogę, temu trampki na nogę!
W tym miejscu zaczyna się nasza rola, musimy pomóc Clyde'owi rozwiązać wiele skomplikowanych zagadek po drodze do sukcesu, czyli wyrwania przyjaciół z okrutnych łap okropnych demonów. Jeżeli masz odrobinę ambicji to spróbuj przejść grę samemu, lecz gdybyś był leniwy, lub przypadkiem miał jakieś problemy (jestem pewien że będziesz miał niejeden)...
Na początku trafiłem do krainy w której znajdowała się ogromna prasa hydrauliczna. Pod nią przejeżdżał taśmociąg, na którego drugim końcu ujrzałem pierwszego z moich przyjaciół. Nie chciatem nawet myśleć o tym co się z nim stanie, więc natychmiast rzuciłem się na ratunek. Wskoczyłem na górę i przeskakując po deskach przeskoczyłem na drugą stronę jeziorka, zabijając w międzyczasie jednego z obrzydliwych demonów. Okazało się że za nim stał jeden z magicznych eliksirów, które obiecała mi wróżka. Wypiłem go więc, co dodało mi trochę mocy i podniosło możliwości strzeleckie. Następnie zepchnąłem bombę i wróciłem w miejsce z którego zaczynałem. Zeskoczyłem na dół i po chwili strzelania zabiłem obrzydliwe monstrum stojące na mojej drodze. Podbiegłem do bomby, która wybuchła po zapaleniu lontu, czyniąc w gruncie mały wyłom, pozwalający mi na zeskoczenie na dół. Strzelając w przełącznik udało mi się spowodować, że rower, którego dynamo napędzało taśmociąg, odjechał. Tylko zwinny skok dzielił mnie teraz od uwolnienia pierwszego z przyjaciół.
Podążając dalej śladami okrutnych porywaczy trafiłem do zabawnego lasu, który wbrew pozorom wcale nie był taki zabawny. Problem polegał na tym że jeden z okrutnych stworów, wyrzucał mych nieszczęsnych współplemieńców z wysokiego drzewa. Chcąc uchronić ich przed skądinąd niemiłym zetknięciem z glebą razem z uwolnionym przed chwilą przyjacielem chwyciliśmy za przenośną trampolinę i odbijając spadających, przerzucaliśmy ich na drugie drzewo, gdzie byli już bezpieczni. Uwierzcie mi, że musieliśmy się przy tym zdrowo nabiegać. Kiedy wszyscy obecni znaleźli się już w bezpiecznym miejscu pożegnałem się z nimi i ruszyłem w dalszą drogę.
Następny był śnieżny problem. Z początku nie wiedziałem co robić, lecz na szczęście szybko zorientowałem się w sytuacji. Przesunąłem kamień na brzeg rozpadliny. Zeskoczyłem po prawej stronie, oczywiście odpowiednio wymierzając i znalazłem się na grzbiecie ptaszka. Odpowiednia porcja kuksańców (joystick prawo-lewo, jak w grze DECATHLON) zmusiła go do wzbicia się do góry. To pozwoliło mi przepchnąć kamień dalej przez rozpadlinę aż do maszyny do produkcji śniegu. Kamień przeleciał przez nią i uderzył koszmarka w głowę. Kolejna postać była już wolna i mogła pomóc mi w ratowaniu naszych zrzucanych przyjaciół.
Podążając dalej stoczyłem walkę z rodziną Blubber'ów, obrzydliwych latających stworów. I wierzcie mi nie było to wcale łatwe.
Kolejnym zadaniem było przeprowadzenie moich trzech przyjaciół z wyspy na stały ląd. Mimo iż wiele ohydnych ptaszysk oraz paskudnych zwierząt morskich, będących we współpracy z demonami, zrobiło wiele aby w tym przeszkodzić udało mi się dokonać tego trudnego zadania.
Idąc dalej trafiłem do dziwnego miejsca, w którym odnalazłem kolejną grupę moich rodaków. Zagrażał im pewien głupi palant, spychający ich po kolei do zbiornika z kwasem. Od razu zauważyłem że mojemu poruszaniu w prawo i w lewo towarzyszy ruch małej łódeczki, która może służyć do ratowania ziomków. Cały czas uważając aby nikt nie zatonął w kwasie, zrzuciłem do wody żabę. Potem zeskoczyłem na dół co spowodowało że żaba popłynęła w dół i wzięła ogromny kamień na plecy. Następnie zabiłem obrzydliwca łażącego w prawo i lewo i wypiłem zawartość flakonu który był sobie przywłaszczył. Skacząc w górę i w dół spowodowałem że sufit zawalił się, a żaba wyrzuciła kamień. Mogłem teraz spowodować bliskie spotkanie trzeciego stopnia głazu z głową demona. Efektu tego incydentu nie jest się trudno domyśleć, kolejna grupa puchatych stworzonek została uratowana i mogła mi pomóc w ratowaniu spadających znajomych.
Kontynuując moją misję trafiłem do kolejnej lodowej krainy. Tutaj przeskoczyłem podziemną rzeczkę i nie dopuszczając potworka do armaty wskoczyłem na górę i zabiłem dwa bałwany. Najpierw zepchnąłem lewą kulę, a potem prawą co spowodowało wystrzelenie tej pierwszej. Kula upadając zmniejszyła nieco objętość potworka, który usiłował dobrać się do armaty, co niewątpliwie wpłynęło na bezpieczeństwo kolejnej ofiary porwania - był już wolny i tradycyjnie mógł pomóc mi w mej ciężkiej pracy.
Następnie na swojej drodze spotkałem rodzinę Phoenix'ów. Okazała się ona jeszcze mniej przyjemna od tej wspomnianej wcześniej, ale kiedy się z nią rozprawiłem (dziś wszyscy z nich gryzą ziemię) mogłem udać się dalej by przenieść mych kolejnych przyjaciół z wyspy na stały ląd.
W kolejnej krainie nie miałem wiele do roboty. Wystarczyło tylko uruchomić maszynę do balonów i przejść górą (używając do tego celu ptaszka). Strzelając do balonów powodowałem, że przesuwały się nad półkę skalną i pękając napełniały ją wodą. Całą tą operację powtórzyłem jeszcze raz tak aby mieć pewność że zbiornik jest pełny. Potem wgramoliłem się na górę i strzeliłem do ptaszka. Ten myśląc że zrobił to stojący obok potworek zaczął go dziobać w głowę. Uciekając obrzydliwiec zostawił po sobie dynamit. O to mi właśnie chodziło! Zapalony dynamit zrzuciłem do zbiornika. Eksplozja zniszczyła jego dno, a spływająca woda zgasiła ogień. W ten sposób moja ukochana była uwolniona. Wszyscy moi współplemieńcy byli już bezpieczni w domu. Mnie pozostało już jedynie rozprawić się z najgorszymi demonami - z rodziną Heinous'ów. Nie było to proste gdyż ci okrutnicy byli zaprawieni w boju i zalewali mnie gradem pocisków, jednak po długotrwałej i ciężkiej walce udało się ich pokonać. A wtedy...
Jeżeli chcesz dowiedzieć co stało się później, koniecznie musisz zagrać w Creatures II. Program ten ma wspaniale dopracowaną z dużą dozą czarnego humoru grafikę. Oprawa dźwiękowa nie daje sobie nic zarzucić. Ogólnie gra jest ciekawa i samodzielne jej przejście (bez korzystania z powyższego opisu) może dostarczyć dobrej zabawy na kilka dni i nocy. Jest to jedna z takich gier, którą powinien posiadać każdy użytkownik C-64.
Bad Joy
P.S. Thalamus zapowiedział że serię Creatures wyda w niedalekiej przyszłości także w wersji na Amigę.
CREATURES II
THALAMUS '91
C64
dla TS 01/93
***